Szkoła – jak jest, a jak chciałabym, żeby było

Mój syn poszedł do przedszkola, do młodszej grupy, nie 3-latków, bo jeszcze rocznikowo mu się nie należy. Nie będę tu opisywać emocjonalnej burzy z tym związanej – mojej – nie jego, bo pewnie mnóstwo rodziców na różnych blogach to opisywało. On zniósł to bardzo dobrze.

Wiecie jak jest, mamy swoje oczekiwania wobec placówek tego typu i ja niestety mam je spore. Miałam, mam i nadal będę miała, bo dla mnie czas przedszkola jest traumatycznym wspomnieniem. I zastanawiałam się jak mam sobie poradzić z tym, że oczywiście mój syn nauczy się mówić nowych słów już nie tylko ode mnie, ale że nie do końca zgadzam się z podejściem, jakie do pracy z małymi dziećmi będą miały te Panie /ciocie, z którymi będzie spędzał niemało czasu.

Ja nie jestem wyluzowana pod tym względem i bardzo się przejmuję. Denerwuje mnie system dawania pieczątki na rączkę w nagrodę za siku zrobione do kibelka, czy posprzątanie razem z ciocią zabawek. Denerwuje mnie sam fakt, że trzeba się podporządkować – jeść w określonej godzinie, być cicho jak inni śpią, nie można brać swoich zabawek do przedszkola (bo tylko w piątki) itd.

W ogóle nagrody i kary to nie moja filozofia. Rozwój mojego syna jest dla mnie bardzo ważny, ale nie myślę o tym, kiedy i jak szybko zacznie czytać i pisać, ale o tym czy wyrośnie na pewnego siebie, umiejącego podejmować samodzielnie decyzję, pozytywnie nastawionego do życia i innych ludzi człowieka. Czy będzie umiał oddzielić dobro od zła, być odważnym i kreatywnym człowiekiem, który podoła czekającym go w życiu problemom i wiecie co.. łzy do oczu mi płyną, jak pomyślę o polskiej szkole czy przedszkolu, o tym systemie edukacyjnym…

wp_20160904_12_38_30_pro

O ile w przedszkolu, zabawa zajmuje największy blok czasowy dnia, to ze szkołą widzę już nie mały kłopot. Wystarczy sobie wyobrazić 6-latka siedzącego w ławce 45 minut, bez możliwości ruchu, skazanego na słuchanie nudnego głosu nauczyciela, który informacje podaje w taki sposób, jakby jego celem było uśpienie tych dzieciaków. I to 45 minut razy kilka w ciągu dnia. Tak, tak to widzę i pamiętam i Ania (moja koleżanka, o której już wspominałam) doświadcza tego typu „przedstawień”. Bo pracując w poradni, wizytuje lekcje w szkołach.

Czuję, że coś jest nie tak i mimo, że mój syn pójdzie do szkoły dopiero za kilka lat, to przeraża mnie trochę ten system prezentowania wiedzy. Bo uczeniem tego nazwać nie mogę i nie chcę. Myślałam i zastanawiałam się, co jest nie tak i trafiłam na materiał, który potwierdza moje przemyślenia.

Bardzo wszystkim polecam artykuł na blogu Michała Pasterskiego: 13 błędów polskiego systemu edukacji.

Michał we współpracy z Angeliką Marią Gąsior, świetnie opisuje tą „chorobę”.

Cieszę się też, że Michał przygotował, trochę w odpowiedzi na to, projekt Planets. I że napisał, że to my rodzice musimy uodpornić dziecko na błędy systemu edukacji i zadbać o rozwój kompetencji z listy życiowych umiejętności, kształtując nasze małe dzieciaki, bo szkoła tego nie zrobi.

  „Dziecko, które w swojej młodości nabędzie wszystkie te umiejętności, nie będzie miało w życiu tylu problemów, ile ma większość ludzi na świecie. Utworzenie szczęśliwego, spełnionego i bogatego emocjonalnie życia będzie dla niego czymś łatwym i naturalnym. Obecnie rozumiany “sukces”, do którego prowadzi tylko ciężka i wyboista droga, będzie dla niego normalnym stanem rzeczy. Będzie mogło skupić się na życiu pełnią życia, a nie ciągłej walce z codziennością.” Michał Pasterski

Nie każdy rodzić przyjmuje, że za rozwój dziecka jest odpowiedzialny całe życie i że ta odpowiedzialność nie przechodzi w dniu 1 września na szkołę/ nauczycieli/ system edukacji.

Wierzę, że istnieją też nauczyciele, którzy „naprawdę chcą”, ale tłamszeni są przez system.

A chciałabym, żeby było tak, jak w Skandynawii.

Anka Parzyszek /dzieciakinatrzepaki.pl

Komentarze