Nietuzinkowe miejsce do zabawy.

Kocham spędzać czas na świeżym powietrzu. Uwielbiam spacerować, oddychać świeżym powietrzem i w ogóle ruszać się. Nie, nie biegam maratonów, ale zjeżdżam czasem z synem ze zjeżdżalni i bawię się w piaskownicy.
I taki właśnie jest ten blog, w większości poświęcony placom zabaw i aktywnym zabawom.
Ale nie dajmy się zwariować. Jestem tylko człowiekiem i w taki jesienny dzień, czasem lubię posiedzieć w ciepłym mieszkaniu, pachnącym czekoladowym ciastem, przykryć się ciepłym kocykiem i wypić zimową herbatę.

Chciałabym, ale nie do końca się tak da. Ciasto zrobię oczywiście, ale herbatę najczęściej wypijam już zimną (no w końcu zimowa:), bo ją gdzieś postawię i zajmę się setką innych rzeczy, które w domu są zawsze do zrobienia. A o kocu mogę zapomnieć. Obecnie mój ulubiony zielony polarowy kocyk, to dach domku, w kąciku mojego synka, który zrobił sobie przy kaloryferze. Ale ciasto jest.

dsc_4397

Pogoda raczej nie zachęca do szaleństw na placu zabaw i nie o zimno chodzi, a o wszędzie obecną wodę. Wszystko jest mokre, więc na zjeżdżalni da się zjechać tylko raz, bo potem już wątpliwa przyjemność zabawy z mokrymi na pupie spodniami.

Ale jest takie miejsce, gdzie jest zjeżdżalnia i plac zabaw i jest tam sucho i przyjemnie.
Odwiedziliśmy całą rodzinką Pompon na warszawskiej Woli. Bardzo kolorową kawiarenkę z placem zabaw w środku.
Jako wielbicielka kawy (żadną tam specjalistką od tego napoju nie jestem, lubię ją tak zwyczajnie) oczywiście skusiłam się na taką z ciepłym mlekiem, a mój syn w tempie ekspresowym pozbywając się butów pobiegł się bawić.

Miejsce jest bardzo sympatyczne i przyjazne dzieciom. Nie łatwo jest na pewno z sensem zorganizować taką przestrzeń, a w Pomponie jest to zrobione z głową przy wykorzystaniu dostępnej powierzchni. Jest wydzielona przestrzeń dla maluchów, w której znajdują się różne atrakcje do zabawy ruchowej. Jest cudowna drewniana zjeżdżalnia, na którą prowadzą szerokie schody i ruchomy mostek. Można zjechać na dwie różne strony świata.

img_4961

Do dyspozycji dzieciaków są drewniane domki, podczas naszej wizyty wypełnione materacowymi kształtkami, które można wyciągać i składać z nich rożne tory przeszkód. Jest wieża ze sznura do wspinaczki i podwieszona, ruchoma platforma do ćwiczenia równowagi i koordynacji. Są duże klocki do kreatywnego tworzenia konstrukcji.

img_4965
Na ścianach wiszą sensoryczne drewniane tablice, ale warto byłoby niektóre z nich powiesić ciut niżej, bo mój syn wzrostu ok 1 metra ledwo do nich dosięgał.

img_4964

Oddzielnie wydzielona jest przestrzeń z zabawkami dla maluchów raczkujących tak, aby nie stratowały ich biegające już maluchy.

W trakcie bieganiny mój syn zgłodniał, więc zjedliśmy zupę pomidorową z kluseczkami (była smaczna, taka domowa).

Miejsce bardzo mi się podobało, jest naturalne i nie ma niepotrzebnych zabawek. Jest tam kolorowo i praktycznie zarazem.

Wady? No cóż, lokalizacja nie pozwala na za wiele, za oknem jeżdżą tramwaje, więc raczej nie ma opcji ogródka letniego ze stolikami i krzesełkami  na zewnątrz. Wejście po schodkach, ze stromym podjazdem dla wózka – no jest, ale co z tego? Jak daję radę dostać się z wózkiem do pociągu to dałabym radę wejść i do środka (dla matki nie ma rzeczy niemożliwych), tyle, że nie wiem gdzie tam zmieściłby się wózek, bo miejsca ciut mało na parking dla wózków. Jest listopad, więc w środku jest przyjemnie ciepło, nawet ciut za ciepło jak dla mnie i dzieciaków chyba też.

To miejsce jest wyjątkowe. To miejsce dla ludzi, którzy mają dzieci i chcą się spotkać z innymi znajomymi, którzy najlepiej też mają dzieci. Jest tam dość głośno.. bo są tam dzieci. I tak ma być po prostu. Nikomu to tam nie przeszkadza.

img_4970

Wiem też, że organizowane są tam dodatkowe zajęcia dla dzieciaków, w dwóch salkach specjalnie na to przygotowanych, ale akurat tam z takich nie korzystałam, więc się nie wypowiadam.

Ktoś może mieć wątpliwości i się czepiać, że trzeba zapłacić za wstęp na ten plac zabaw, ale ja to rozumiem. W końcu ktoś ciężko tam pracuje, wymyślił ten biznes i dba o niego i w jakiś sposób odsiewa to ludzi, z którymi prowadzące biznes chcą mieć do czynienia od tych, którzy zawsze chcą więcej od innych, niż sami gotowi są od siebie dać.

wp_20161106_13_55_50_pro

Na końcu napisze, że nie jest to żadna reklama tego miejsca, za kawę zupę i ciasto zapłaciłam sama, a opisałam je dlatego, że tym się zajmuję na tym blogu. Szukam i opisuję miejsca, w których fajnie jest spędzać czas rodzinnie razem.

Ja zachęcam was do wizyty w Pomponie.

Jeśli kiedyś otworzę takie miejsce dla dzieci i rodziców, na pewno będę piekła tam ciasta. Nie tylko czekoladowe. Ale nie w tych wielkich piecach gastronomicznych, tylko w domowej małej kuchence. Będą wyjątkowe, smaczne i z prawdziwymi jajkami, masłem i wanilią i będzie pachniało nimi wszędzie.

Anka Parzyszek / dzieciakinatrzepaki.pl

Komentarze